cross-posted from: szmer.info/post/16046445
Kiedy ostatnio mieliście okazję podróżować po wschodniej części Niemiec? Na pewno rzucają się w oczy pustki: miasta, miasteczka, wioski, w których jest więcej domów i mieszkań niż ludzi. Na ulicach spokojnie, sennie. Oczywiście infrastruktura dobra, wszystko względnie odnowione. Wyobraźcie sobie, że tam mieszkacie. Opowiem wam trochę z własnego wschodnioniemieckiego doświadczenia, jak to jest:
Niezależnie od tego, czy żyjecie z zasiłków, czy pracujecie, czasu macie znacznie więcej niż my w Polsce. Życie jest poukładane, monotonne, frustrujące. Jeśli chcecie zmian, życia, rozwoju, większego kręgu znajomych, wyjeżdżacie i nie wracacie. Jeśli się boicie inicjować zmiany, zostajecie i czekacie, aż same przyjdą. A one nie nadchodzą, albo są takie, że się boicie o przyszłość. Ludzie nadal wyjeżdżają, choćby na studia, a potem nie wracają, bo i po co? Macie wrażenie, że życie jest gdzie indziej. Zostali tacy, jak wy. Owszem, należy dodać dla porządku, że jakaś część ludzi wyjechać po prostu nie może z różnych powodów.
Jeśli tu przybyliście z innego kraju, czytacie w internecie wiadomości, co tam w tym waszym kraju słychać. Może to dziwne, ale właśnie tu, we wschodnich Niemczech możecie zacząć idealizować Erdoğana, Putina albo Kaczyńskiego – jest tu coś, co sprawia, że stajecie się podatni na takie przekonania. Możecie wręcz zacząć zgłębiać ideologię radykalnego islamu albo russkogo mira, możecie zasilić szeregi wyznawców ojca Rydzyka – sam znam takich. Generalnie cieszycie się, że w Rosji, Turcji, czy pisowskiej (kiedyś) Polsce wszystko idzie dobrze, udaje się pogonić „tęczową zarazę”. Marzycie, żeby wrócić, ale gdy tylko zaczynacie podliczać prognozowane wydatki i przychody, nie spina się to wam, więc zostajecie tu, we wschodnich Niemczech. Więc nadal narzekacie na Niemcy i idealizujecie np. Putina, ale wolicie go kochać z bezpiecznej odległości.
A jeśli od pokoleń jesteście stąd? Denerwujecie się, że dobrze już było. Za NRD były fabryki, ludzie mieli pracę. Oczywiście wspomnienia z NRD (u tych, którzy ją jeszcze pamiętają) są jak kolorowe zdjęcia, troski tamtych czasów pamiętają przede wszystkim ci, którym reżim dał najbardziej w kość. Przede wszystkim nie było tęczowych, nie było ekoterroryzmu, nie było przybyszy. Było Stasi i wszechobecne donosicielstwo, ale któż by takie szczegóły pamiętał? Teraz to niebezpiecznie jest – tak słyszeliście, bo akurat u was w miasteczku nic takiego się nie dzieje. Zaczynacie wierzyć tym, którzy obiecują powrót dawnej świetności – nawet jeśli sami tej świetności nie mogą pamiętać (Ulrich Siegmund, lider AfD w Saksonii-Anhalt nie przeżył ani sekundy w NRD, miał 12 lat, gdy markę niemiecką zastąpiło euro). W ogóle jesteście podatni na szarlatanów, bo to, co mówią jest logiczne, można połączyć kropki. A że tych kropek nie łączą politycy głównych nurtów – cóż, oni się nachapali, nie zależy im na ludziach, tylko o sobie myślą i w ogóle ręka rękę myje. A jeszcze ta wojna! „Przecież cały ZSRR mówił po rosyjsku, komu to przeszkadzało? Zresztą to nie nasza wojna, niepotrzebnie się tam pchamy, to wszystko wina NATO, Amerykanie oszukali ZSRR, rozszerzyli NATO na wschód, to teraz się Putin wkurzył. A my chcemy pokoju! Naprzyjeżdżało tu tych Ukraińców, dostają większe zasiłki niż my i kolejki zajmują u lekarzy” (tak, argument „z kolejkami” jest wszędzie).
Tak powstaje radykalizm. Proste rozwiązania skomplikowanych problemów. Zresztą one nie są skomplikowane - są “proste”, “tylko nikt nie chce tego dostrzec”, “nikt nie chce się o nas zatroszczyć”, “dla nich ważniejsi są Ukraińcy niż Niemcy” (w ostatnim zdaniu “Niemców” można spokojnie zamienić każdą inną narodowością).
Bo to nie tylko niemiecki problem. Owszem, to w Niemczech mamy całe regiony, w których brakuje dużych ośrodków gospodarczych (Saksonia-Anhalt jest modelowym wręcz przykładem), właśnie w Niemczech wschodnich mamy te pustki, o których pisałem na początku. Ale dokładnie to samo dzieje się w wielu regionach Europy. W Polsce mamy jedynie tę różnicę, że szeregi radykałów zasilają również ludzie mający doświadczenia wyjazdu i powrotu – a także własne, nie zawsze pozytywne doświadczenia i wręcz frustracje. W Polsce mamy też - niestety - znacznie więcej otwartej, wręcz przemocowej ksenofobii niż w Niemczech.
Oczywiście nie ma cudownych recept, które sprawią, że mniej rozwinięte regiony będą “rosły w siłę, a ludzie - żyli dostatniej”. Politycy „establiszmentu” rozkładają ręce, a radykałowie… obiecują gruszki na wierzbie, a do tego odwracają uwagę i wskazują wydumane źródła problemów. Nie, nie wskazują wydumanych problemów – one są prawdziwe, lecz wydumane są źródła problemów. Gdy się ich wybierze, zafundują nam po prostu emocjonalny roller-coaster, sporo krzyku i szczucia, oby nie przemocy. Nic nie rozwiążą, bo nic nie umieją, tylko właśnie szczuć.
Szkoda, że dajemy się nabierać na alternatywy.
Na jednym ze zdjęć widzicie dom studencki na Birkenallee we Frankfurcie n. Odrą (Brandenburgia), przerobiony z typowego NRD-owskiego bloku. Mieszkałem tam w 1998 roku. Wtedy dookoła było znacznie więcej bloków, jednak wszystkie zostały wyburzone, został tylko ten. Tak wyglądają te pustki, o których piszę.
Tadeusz@szmer.info