cross-posted from: szmer.info/post/16705237
Trudno nie zauważyć, że wobec zamieszek we Francji niemal jedynym narzędziem poznawczym jest głównie figura “imigranta”. Jako tego, którego można obarczyć winą. I gdyby tylko nie imigranci, przywiezieni przez lewactwo (chociaż ściąga ich do UE libkowy biznes), to żadnych zamieszek by nie było. Bo biali Francuzi tacy nie są. Problem w tym, że oczywiście są. Czego dowodem są słynne protesty żółtych kamizelek, gdzie na ulicę wyszły małe miasta i wsie, i to jednak biały kolor skóry rdzennych Francuzów był wówczas dominujący. Tak to nie wyłącznie imigranci protestują w Hiszpanii z powodu eksmisji pewnej pani ani nie imigranci palą wozy na ulicach Tirany. No chyba że ktoś wierzy w czarną Albanię.
Imigrant, a właściwie potomek imigrantów (imigranci zwykle siedzą cicho, bojąc się deportacji), nie jest więc kryterium odróżniającym uczestników zamieszek. Tak jak nie jest nim kolor skóry (patrz właśnie Albania czy Hiszpania).
Ale, owszem, jest pewna cecha wspólna wszystkich uczestników. Otóż niezbyt wprawne oko wyłowi na tych protestach ogrom… mężczyzn. Zakładając, że odsetek mężczyzn i kobiet jest w społeczeństwach Europy mniej więcej podobny, to co druga zakapturzona osoba to powinna być kobieta, prawda?
Tymczasem hmmm, to jednak są mężczyźni, głównie młodzi mężczyźni. Gdy więc czytam, że lewactwo demoluje miasta, to mam wrażenie, że chyba jednak to nie są te wyśmiewane Julki, hehe, z kolorowymi włosami, tylko multum tam jest młodych mężczyzn, co za niespodzianka, pewnie nawet wielu o prawicowych poglądach. Mnóstwo tam pewnie kibiców i kiboli (zwykle prawicowych), mnóstwo tam europejskiej manosfery, prawda?
Więc jeśli już mamy pytać nie tyle o same protesty, co o uczestników zamieszek i podpaleń, to jak myślicie, ilu z nich ma poglądy podobne do Konfederatów, a ilu do partii Razem? No właśnie.
Ale zostawmy to, wiadomo, że męska płeć jest w zamieszkach przezroczysta. Istotne jest jednak to, jak bardzo publicystyczny świat jest bezradny wobec fali przemocy podczas zamieszek, które bardzo często są ubocznym efektem protestów.
Poza argumentem z imigranta, ostatnio wzmacnianym winą służb rosyjskich i boomerskim „w du…ach się poprzewracało bachorom”, nie ma w świecie publicystycznym właściwie żadnej diagnozy tego, dlaczego protestują. Lewica, jak to lewica, przynajmniej próbuje wpiąć owe protesty i przemoc w prekaryzację współczesnego kapitalizmu, ale libki wraz z prawactwem są właściwie poznawczo bezradni.
A to oznacza, że de facto nie ma, jak temu zapobiegać i stosować pewnych prewencyjnych mechanizmów społecznych, bo skoro jedynym wytłumaczeniem jest poprawa wad kapitalizmu (na co się nie zanosi), można tylko przygotowywać się na jeszcze gorsze. I po prostu co pewien czas zabijać deskami okna. Jak po każdym meczu piłkarskim w Paryżu, gdy MĘŻCZYŹNI idą przez miasto z szalikami świętować zwycięstwo.
Łukasz Hassliebe
Tadeusz@szmer.info