Wczorajsze sprzątanie garażu zostało wstrzymane ponieważ znalazłem torbę foliową pełną książek i papierów. Takie znalezisko wymaga całej mojej uwagi, przekartkowałem więc każdą książkę i przeczytałem każdą ręcznie spisaną notatkę.

Znalazłem też butelkę atramentu, na moje oko kreślarskiego, pigment kompletnie się wytrącił z niego i skamieniał, nie da się więc go przywrócić do stanu używalności dolewając destylowanej wody. Gdybym miał ze sobą maczankę napisałbym linię tym, co pływa.

Kiedyś z ciekawości kupiłem atrament Astry, biurowy, w pudełku, z 1980. Sprawdziłem go domowymi metodami (na nos oraz mechanicznie, czy płyn zachowuje się jak atrament) i gdy wyglądało, że jest OK naciągnąłem go do pióra i napisałem kilka kartek. Na drugi dzień ze stalówki wyrosła pajęczyna pleśni. Ile z tym było mycia.

Ten atrament w piórze byłby niemal gwarantem katastrofy.