Moja partnerka (będąca pedagogiem w szkole podstawowej) także i w tym roku przyniosła mi 3 laptopy do wyczyszczenia z zeszłorocznych danych, użytkowników, haseł i innego badziewia. Korzysta z nich jako pomocy naukowych dla uczniów i wszystkie aplikacje i materiały z podręczników muszą chodzić bezproblemowo, więc postawienie na nich Linux'a niestety nie wchodzi w grę. Tym razem wylosowały jej się wszystkie takie same i to z dyskiem NVMe! Na Windows 10. Nie są mocarne ale całkiem przyzwoite.

I mam dokładnie takie same spostrzeżenia jak co roku.

Absolutnie każdy jeden ledwo zipie i na każdym coś jest popsute w software.

Mam takiego naprawdę starego laptopa z dyskiem jeszcze HDD i tylko 4GB RAM z którego czasem korzysta mój syn w celu oglądania bajek (nie mamy telewizora). Wrzuciłem na niego Debiana z XFCE. I ten laptop jako-tako działa, nie jest jakimś demonem prędkości w porównaniu z moimi 2-ma głównymi komputerami, ale zazwyczaj działa na tyle szybko, że nie mam problemów z cierpliwością robiąc coś na nim.

No ale te szkolne laptopy to jest tragedia. Pierwsze uruchomienie i od razu myślałem, że jest popsuty bo tak potwornie długo się uruchamiał. Po kliknięciu w menu start czekałem dłużej niż na powyżej wspomnianym laptopie z Debianem czekam na uruchomienie się Firefox'a. Na tym dosłownie nie da się pracować, jak ktoś jest niecierpliwy, a to ma dysk NVMe!

I teraz najlepsze: Postanowiłem skorzystać z najprostszego rozwiązania i po prostu przywrócić system to stanu początkowego narzędziem wbudowanym w Windowsa. Wybrałem opcje bez wymazywania dysków tylko usunięcie danych ze wszystkich dysków. I zonk numer 1: Narzędzie stwierdziło, że potrzebuje 3,5 GiB dodatkowego miejsca na dysku w celu usunięcia danych. WTF?!?! 🤯 Tak więc przed usunięciem danych automatycznym musiałem jeszcze ręcznie odinstalowywać programy i kasować całych użytkowników z danymi z systemu. Oczywiście odinstalowywanie programu jakiegokolwiek to materiał na osobnego posta. No ale udało mi się zwolnić wystarczająco miejsca na dysku, żeby Windows mógł skasować resztę. Trwało to kilka godzin. W tym czasie myślę, że udało by mi się zainstalować dowolnego Linux'a włącznie z Gentoo, a Debian'a czy Arch'a to nawet kilka razy.

Niestety na kolejnych laptopach ta opcja już nie działa, wysypuje się przy przywracaniu i pisze, że nie udało się nic zrobić. Próbowałem sfc /scannow i dism /online /cleanup-image /restorehealth ale nie pomaga. Noż kurwa mać. Czyli muszę pobrać jakoś płytę instalacyjną Windows 10 i go przeinstalować ręcznie.

Wiem, że się powtarzam ale to podobno na Linux'ie nic nie chce działać, a już szczególnie na Arch'u. A ja właśnie używam Arch'a i nigdy nie miałem z nim aż tyle problemów jak z tymi laptopami z podobno bardziej user-friendly i bezproblemowym Windows'em…

Brawa dla M$! Niestety ludzie nie będą migrowali na Linux'a. Z tego co zaobserwowałem a potem także usłyszałem od mojej partnerki, ludzie po prostu rezygnują z używania komputera poza pracą w ogóle. Już mają w szkole dzieci, co w domu nie mają komputera w domu i naukę pracy na nim trzeba zaczynać od obsługi myszki i klawiatury. Moja partnerka komputera używa tylko i wyłącznie do pracy i prawie wszystko robi w przeglądarce internetowej, a do wszystkiego innego używa telefonu… Jeszcze jakiś czas musi się pomęczyć z Windows 11 na laptopie zanim będę mógł na niego wrzucić coś normalnego, bo to laptop z bonu.